- Czytany 228 razy
- wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
- Wydrukuj
Uczciwa konkurencja to jedna z zasad zamówień publicznych – i to od zawsze. Podstawa wielu odwołań, zarzutów i korekt finansowych. Bardzo ważna sprawa. Problem w tym, że nie posiadająca definicji ustawowej.
Jak to się stało, że zarówno zamawiający, wymuszając na UZP precyzję przepisów, jak i kolejne rządy starające się wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom pomijali tę kwestię. Pzp reguluje precyzyjnie nieistotne kwestie proceduralne i jednocześnie posługuje się kluczowym pojęciem, którego znaczenie jest nieokreślone?
CO TO JEST UCZCIWA KONKURENCJA?
Niektórzy kpią sobie z tej zasady: co to jest uczciwa konkurencja? Uczciwość to ważna rzecz w bajkach dla dzieci, może w przykazaniach – ale jak zadekretować ją w ustawie ? Jakie skutki użycia tak enigmatycznego i różnie rozumianego pojęcia? Skutkiem jest to, że zamawiający nigdy nie może być pewny, że to co robi jest legalne, że nie zostanie podważone przez kogoś, kto inaczej rozumie uczciwą konkurencję, co oznacza, że praca w zamówieniach publicznych to ciągłe chodzenie po polu minowym. A nabywcy publiczni dzielą się na tych, co już wylecieli, właśnie wylatują, lub wylecą w przyszłości (szczęśliwie nie chodzi tu o utratę życia, a nawet pracy, lecz o przegrany arbitraż, naruszenie dyscypliny finansów publicznych, korektę finansową i inne nieprzyjemne konsekwencje).
Zacznijmy od konkurencji „bezprzymiotnikowej” wszak dyrektywa posługując się czasem pojęciami konkurencji uczciwej, czy efektywnej najczęściej mówi o konkurencji po prostu.
Konkurencja to proces rywalizacji podmiotów rynkowych o klientów i rynki („Encyklopedia zarządzania”). Definicja posługuje się liczbą mnogą co jest oczywiste - nie ma konkurencji, gdy jeden podmiot ubiega się o zamówienie. Jeśli tak, to mamy problem: połowa zamówień publicznych w Polsce jest niekonkurencyjna, nie polega na procesie rywalizacji wykonawców o klienta. Optymiści bagatelizują ten problem stwierdzając, że chodzi o to, aby zamawiający zapewnił wykonawcom możliwość rywalizacji, a to czy wykonawcy z tego korzystają jest sprawą drugorzędną. Zamawiający nie będzie przecież zmuszał wykonawców do składania ofert (niektórzy mogą jednak pamiętać zalecenia wysokich władz co do zmuszania notariuszy do udziału w postępowaniach). Realiści mówią, że to jednak najlepszy wskaźnik kondycji systemu zamówień publicznych, którego założeniem jest chęć konkurowania wielu wykonawców o zamówienie. Bez tego wszystkie wysiłki zamawiającego są nic nie warte. Jeśli tylko jeden wykonawca może złożyć ofertę, musi się to skończyć brakiem efektywności wydatków.
Może kluczowym rozróżnieniem jest nie liczba ofert, lecz liczba potencjalnych wykonawców, którzy mogli złożyć oferty?
Czyli złą jest sytuacja, w której określony wykonawca może być pewny, że tylko on może złożyć odpowiednią ofertę jeszcze przed jej złożeniem. Niekoniecznie. Przez długie lata UZP głosił, że nie ma podstaw do unieważnienia postępowania dwuetapowego (PD, NzO, DK) w sytuacji, gdy do udziału został zakwalifikowany tylko jeden wykonawca. Obecna ustawa pozwala, co prawda unieważnić takie postępowanie na etapie prekwalifikacji, acz nie wymusza tego. Zamawiający kiedyś musiał, a obecnie może zaprosić do składania ofert jednego wykonawcę znajdującego się na krótkiej liście. Już na tym etapie wiadomo, że ofertę może złożyć tylko jeden wykonawca a nikt nie twierdzi, że dochodzi tu do naruszenia konkurencji.
Ile jest przetargów nieograniczonych, w których ofertę odpowiednią może złożyć tylko jeden wykonawca? Pewnie sporo, zamawiający obawiają się zamówień z wolnej ręki, które są pod szczególną kontrolą (słusznie), więc często ogłaszają przetarg, którego rezultat jest przesądzony przed ogłoszeniem. Jeśli jest to zrobione inteligentnie może przejść bez zarzutów.
Może warto postawić pytanie odwrotne: wpłynięcie ilu ofert jest dowodem konkurencyjności postępowania? Wystarczą dwie, co sugeruje liczba mnoga użyta w definicji konkurencji? Może trzy, o czym jest w komentarzach KE do dyrektyw? Bo chyba nie wszyscy chętni, co stwierdza nawet komentarz UZP. Liczba trzy wydaje się istotnym progiem, co jednak należy rozumieć jedynie jako pewną wytyczną: jeśli nie ma trzech ofert, to raczej źle, jeśli są trzy to raczej dobrze – z naciskiem na „raczej”. Brak trzech ofert nie przesądza, że postępowanie jest niekonkurencyjne a wpłyniecie trzech nie przesądza, że jest konkurencyjne - choć słyszałem z pierwszej ręki, że w Bułgarii, Rumunii i Chorwacji wybór oferty najkorzystniejszej spośród trzech nieodrzuconych traktowany jest jako zachowanie wystarczającej konkurencji skutkujące co do zasady brakiem korekt finansowych – ciekawe dlaczego w Polsce nie można ustalić takich przejrzystych zasad? U nas zawsze może czwarty, piąty, a nawet dziesiąty podnosić zarzuty: cóż z tego, że trzech czterech, a nawet dziewięciu innych może złożyć ofertę? – ja też bym chciał. I KIO to chwyta. UZP też potrafi postawić zarzut ograniczenia konkurencji w postępowaniu, w którym wpłynęło 7 ofert złożonych łącznie przez 10 wykonawców (niektórzy w konsorcjach) – w imię jakich wartości?
Skoro nie wiadomo co to jest konkurencja, to tym mniej wiadomo o tym, co to jest konkurencja uczciwa. Brak definicji wypełnia orzecznictwo wskazujące przypadki naruszenia zasady uczciwej konkurencji, z którego coś wynika, aczkolwiek zwykle znaleźć można wyroki przeciwne.
OPIS PRZEDMIOTU ZAMÓWIENIA
Ustawa zakazuje opisu przedmiotu zamówienia, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję (art. 99 ust. 4). Przepis jest szczególnie enigmatyczny. Nie chodzi o wyeliminowanie konkurencji, a nawet utrudnienie konkurencji, wystarczy, że opis „mógłby utrudniać uczciwą konkurencję”. Odwołujący nie musi wykazywać, że brak konkurencji (tylko jeden produkt może być zaoferowany lub tylko jeden wykonawca może złożyć ofertę), że ograniczono konkurencję do kilku produktów/wykonawców (ilu? – wystarczy, że OPZ mógłby utrudniać uczciwą konkurencję.
Tymczasem każdy opis przedmiotu zamówienia ogranicza konkurencję i prowadzi do uprzywilejowania lub wyeliminowania niektórych wykonawców lub produktów.
Załóżmy, że zamawiający chce kupić samochód. Czy samo wymaganie pojazdu 4-kołowego nie jest ograniczeniem konkurencji? Pojazdy 3-kołowe również potrafią zapewnić możliwość przemieszczania się, są bardzo zwrotne i potrafią być ładowne (wielu widziało zapewne ciężarówki trójkołowe jeżdżące po wąskich uliczkach włoskich miast). A napęd na tylne koła? Jeśli wolno określić takie wymaganie, jesteśmy blisko wyboru bardzo dobrego samochodu! Nie wolno? A napęd na przednie koła wolno? Pewnie też nie. A silnik Diesla?, a benzynowy? Ledwo zaczęliśmy opisywać przedmiot zamówienia a już napotykamy wątpliwości co do możliwości utrudnienia uczciwej konkurencji. Co będzie, gdy zaczniemy opisywać moc, przyspieszenie, gabaryty, poduszki itp. Ostatnio widziałem kontrolę, która z pełną stanowczością żądała uzasadnienia poszczególnych parametrów samochodu, np. po co zamawiającemu prędkość maksymalna co najmniej 240 km/h skoro nie można legalnie poruszać się samochodem z taką prędkością.
Szczęśliwie, mimo braku podstawy prawnej, KIO pozwala ograniczać konkurencję i eliminować niektórych wykonawców lub produkty w sytuacji uzasadnionych potrzeb zamawiającego. Swoją drogą najwyższy czas wpisać do ustawy pojęcie „sztucznego” ograniczania konkurencji używane w dyrektywach lub, jeszcze lepiej, dodać zastrzeżenie „chyba, że jest to uzasadnione obiektywnymi potrzebami zamawiającego” lub podobne.
Problem konkurencyjnego OPZ polegać powinien nie tyle na liczbie potencjalnych wykonawców, co na uzasadnieniu poszczególnych wymagań. Jeśli zamawiający każde z nich potrafi uzasadnić obiektywnymi potrzebami, w konsekwencji może ograniczyć konkurencję do jednego wykonawcy lub produktu. Jeśli nie potrafi – może przyjść dziesiąty i podważyć OPZ.
KRYTERIA OCENY OFERT
Rozwiązaniem powinno być stosowanie odpowiednich kryteriów oceny ofert. Jeśli zamawiający nie potrafi wykazać konieczności jakiegoś parametru czy funkcji, powinien je określić raczej jako kryteria oceny ofert, niż jako element OPZ.
Wszystkie elementy OPZ powinny być zbadane pod kątem konieczności: czy jest to wymaganie, którego spełnienie jest konieczne dla uzyskania uzasadnionej obiektywnymi potrzebami funkcjonalności, czy jest to element niekonieczny, acz podnoszący funkcjonalność, trwałość, komfort itp. Wszystkie wymagania niekonieczne powinny jako preferowane być przesunięte do kryteriów oceny ofert, których niespełnienie nie przesądza o niemożności złożenia oferty, również oferty najkorzystniejszej.
Tymczasem podstawową strategią wyboru oferty najkorzystniejszej jest „najtańsze spośród spełniających OPZ”. Kryteria pozacenowe nie mają zwykle żadnego związku z jakością przedmiotu zamówienia i najczęściej nie wpływają na wybór.
Jestem przekonany, że naruszenie uczciwej konkurencji następuje nieskończenie częściej poprzez przemycanie do OPZ niekoniecznych wymagań, niż przez stosowanie kryteriów pozacenowych odnoszących się do jakości przedmiotu zamówienia. I wciąż nie rozumiem dlaczego tak wielu tego nie rozumie.
OBIECANKI-CACANKI
Im gorsza firma, tym łatwiej obiecuje coraz więcej. Na zasadzie, że jakoś to będzie, jak wygramy to się będziemy martwić. Im lepszy wykonawca, tym lepiej analizuje warunki zamówienia i przeprowadza analizę ryzyka.
Ustawa wymaga, co prawda, aby kryteria oceny ofert umożliwiały weryfikację informacji przedstawianych w ofertach (art. 240 ust. 2 Pzp), ale kto się tym przejmuje? Królują nieweryfikowalne kryteria w stylu termin realizacji. Nawet GDDKiA stosowała przez jakiś czas kryteria podsunięte jej przez sławny zespół ekspertów: równość i szorstkość. Na pierwszy rzut oka: OK. Jednak jak to było przez wykonawców dokumentowane? W ogóle – należało tylko postawić krzyżyk w jednej z kratek formularza oferty. Taki quiz. Tylko w pierwszym przetargu tylko jeden wykonawca zaoferował mniej, niż maksimum (to był najbardziej wiarygodny wykonawca). Następnie wszyscy zaznaczali wartość dającą najwięcej punktów, a po kilku tatach zamawiający zrezygnował z tych kryteriów „bo się nie sprawdziły”. Nie trzeba się z tego doktoryzować, aby wiedzieć, że takie podejście to katastrofa.
Wielu czyta przewrotnie ten przepis jako umożliwiający weryfikację poprawności oceny ofert dokonywanej przez zamawiającego – a tego przecież tam nie ma.
Z drugiej strony słyszę ostatnio o wyroku KIO, który podważył kryterium „SLA” jako nie umożliwiające weryfikacji informacji zawartych w ofertach. To przegięcie w drugą stronę: są, oczywiście, kryteria oparte o zasadę ryzyka, których nie da się zweryfikować. Tym ważniejsze w ich przypadku jest dopuszczenie do udziału tylko wiarygodnych wykonawców, którzy nie obiecują gruszek na wierzbie.
Co do zasady jednak, poza uzasadnionymi sytuacjami, opieranie się na nieweryfikowalnych ofertach stanowi promocję słabych firm i naruszenie zasad uczciwej konkurencji.
PODZIAŁ ZAMÓWIENIA
Naruszenie zasady uczciwej konkurencji może nastąpić poprzez sztuczną komasację zamówień, nieuzasadnione łączenie różnych świadczeń w ramach jednego zamówienia. Im szerszy zakres zamówienia, tym mniej wykonawców może je wykonać. Jest to rażące działanie przeciwko interesom małych i średnich przedsiębiorstw.
Tymczasem organa kontroli ścigają prawdziwe i fikcyjne dzielenie zamówień, w praktyce wymuszając ich komasację (pisałem o tym w tekście „W pogoni za zdrowym rozsądkiem, czyli łączenie i dzielenie zamówień wg NIK”. Zamawiający chcąc ustrzec się przez zarzutami masowo naruszają zasadę uczciwej konkurencji (oraz politykę zakupową państwa) łącząc niepodobne dostawy i nietożsame usługi. I nikt nie widzi w tym problemu!
Z drugiej strony, mamy dziwną sugestię w motywie 78 preambuły dyrektywy klasycznej wskazujący na możliwość uzasadnienia braku podziału zamówienia na części ograniczeniem konkurencji. Wydaje się, że ogranicza konkurencję raczej nadmiernie szeroki zakres zamówienia, niż jego podział na części.
KONKUROWANIE Z PARTACZAMI
Rzetelny wykonawca nie jest w stanie konkurować z partaczami. To nie jest uczciwa konkurencja.
Na rynku zamówień publicznych zadomowiło się sporo wykonawców nie mających na celu należytego wykonywania zamówień, lecz zarabianie pieniędzy poprzez oszukiwanie zamawiającego, podwykonawców i pracowników. Składają niskie oferty, a potem na wszystkim oszczędzają. Nikt ci tyle nie obieca, co partacz w swojej ofercie i nikt cię tak nie zawiedzie, jak dokładnie ta sama firma zaraz po zawarciu umowy.
Ustawa zawiera narzędzia umożliwiające zachowanie uczciwej konkurencji poprzez wykluczenie partaczy (art. 109 ust. 1 pkt 5 i 7 Pzp). Problem w tym, że są to podstawy fakultatywne, co oznacza, że ustawodawca dopuszcza wprost naruszenie uczciwej konkurencji poprzez dopuszczenie do postępowania wykonawców, którzy nie wykonali wcześniejszego zamówienia. Drugim problemem jest to, że niektórzy doradcy odradzają stosowanie fakultatywnych podstaw wykluczenia, bo może to skomplikować i przedłużyć postępowanie, co oznacza, że w imię szybkości doradzają naruszenie zasady uczciwej konkurencji. Koszmar. A wielu zamawiających idzie tą drogą.
Uważam, że w celu zagwarantowania uczciwej konkurencji przesłanki wykluczenia partaczy powinny być obowiązkowe. A póki co zamawiający w trosce o uczciwą konkurencję powinni je standardowo stosować.
KONKUROWANIE Z KŁAMCAMI
To samo należy stwierdzić o kłamcach. Wprowadzanie w błąd zamawiającego to oczywisty przejaw nieuczciwej gry. Grozi za to nie tylko wykluczenie z postępowania, ale i kara więzienia (art. 297 kk).
Niestety, przesłanki wykluczenia kłamców są fakultatywne (art. 109 ust. 1 pkt 8 i 10 Pzp), a przypadki skazania za wyłudzenie zamówienia poprzez przedłożenie nierzetelnych informacji nader rzadkie. Czyżby nikomu nie zależało na ochronie zasady uczciwej konkurencji.
Zamawiający, po pierwsze, powinni zawsze stosować te przesłanki wykluczenia (a wniosek de lege ferenda jest, aby przenieść je do art. 108), powinni z pełną powagą podchodzić do weryfikacji prawdziwości oświadczeń i o każdym naruszeniu zawiadamiać odpowiednie organa. Organy te natomiast nie powinny umarzać postępowań z powodu „znikomej szkodliwości społecznej”, gdyż szkodliwość naruszenia zasady uczciwej konkurencji jest znaczna.
WARUNKI UDZIAŁU
Oczywiste jest, że zbyt wysokie warunki udziału w postępowaniu ograniczają konkurencję. Zamawiający, bojąc się zarzutów, obniżają więc warunki, a nawet rezygnują z nich.
Oczywiste powinno być, że łamią w ten sposób ten sam przepis ustawy (112 ust. 1), który wymaga określenia warunków udziału w postępowaniu w sposób umożliwiający ocenę zdolności wykonawcy do należytego wykonania zamówienia. Problem w tym, że skuteczne zakwestionowanie zbyt niskich warunków udziału w KIO jest niemal niemożliwe (słyszałem o jednym wyroku), a takie zarzuty kontroli są absolutną rzadkością (znam dwa przypadki).
Moim zdaniem znacznie częściej dochodzi do naruszenia uczciwej konkurencji poprzez zaniechanie stawiania odpowiednich, proporcjonalnych warunków, niż przez ich zawyżanie.
Dlaczego zbyt niskie warunki naruszają uczciwą konkurencję? Dlatego, ze zmuszają firmy wiarygodne do konkurowania ceną z firmami-teczkami. Powinno być oczywiste, że wykonawca doświadczony to nie to samo, co żółtodziób, wykonawca posiadający zaplecze techniczne jest bardziej wiarygodny od tego, który ma tylko teczkę, wykonawca zatrudniający personel na umowę o pracę zasługuje na większe zaufanie od tego, który skrzykuje ekipę pod pojedyncze zamówienie, wykonawca mający środki finansowe prędzej wykona zamówienie, niż ten, który ma tylko długi itp., itd. Jeśli zamawiający stawia warunki na zbyt niskim poziomie, to nie może o takie zamówienia realnie ubiegać podmiot znacznie je przewyższający.
To znaczy: formalnie może, ale koszty utrzymywania sprzętu, ludzi, ISO i inne związane z prowadzeniem działalności na wysokim poziomie są tak duże, że firma-krzak zawsze będzie tańsza. To nie jest uczciwa konkurencja.
ZAPYTANIA OFERTOWE
Bardzo wyraźnie widać to przy procedurach bez ogłoszenia, gdy zamawiający zaprasza wybranych wykonawców do składania ofert (kiedyś było to zapytanie o cenę, dziś niemal niestosowane negocjacje bez ogłoszenia, a przede wszystkim różne zapytania ofertowe podprogowe). Zawsze zwraca się uwagę na liczbę zapytanych o ofertę, a tym czasem nie tylko liczba ma znaczenie.
Ciekawe kto złoży najkorzystniejszą ofertę jeśli zapytać: trzy sklepy i hurtownię?, trzech wykonawców z Warszawy i jednego ze ściany wschodniej?, trzech przedstawicieli marek premium i jednego „chińczyka”? Wszystkie tego typu działania stanowią rażące naruszenie zasady uczciwej konkurencji, wynik postępowania jest przesądzony przed jego rozpoczęciem.
PREKWALIFIKACJA
Rozwiązaniem problemu zachowania konkurencyjności i jednoczesnego doboru najlepszych wykonawców jest prekwalifikacja stosowana w trybach dwustopniowych (PO, NzO i DK). Analogicznie do OPZ: część wymagań może być postawiona na minimalnym poziomie, a część w postaci kryteriów selekcji, co umożliwia dopuszczenie do udziału najlepszych wykonawców.
Problem w tym, że tryby te nie są stosowane (analogicznie, jak kryteria jakościowe) i jedyną strategią stosowaną w praktyce jest wybór najtańszej oferty złożonej przez wykonawcę spełniającego minimalne warunki udziału w postępowaniu (oferującego produkty spełniające wymagania OPZ). Jest to strategia naruszająca zasady uczciwej konkurencji. Po pierwsze, każdy wykonawca nie spełniający warunków udziału w postępowaniu jest wykluczony, nawet, jeśli do spełnienia warunków niewiele mu brakuje a wszyscy wykonawcy spełniający warunki są traktowani jednakowo – mimo, ze niektórzy spełniają je ledwo-co, a inni wielokrotnie przewyższają.
Najlepiej spełniającymi zasadę uczciwej konkurencji, zwłaszcza w przypadku niestandardowych zamówień (strategiczne i wąskie gardła) są tryby z prekwalifikacją, które pozwalają na rozróżnienie wykonawców lepszych i gorszych w sposób stopniowalny, a nie na zasadzie „spełnia – nie spełnia”. Nie rozumiem dlaczego tak niewielu to rozumie.
KONKUROWANIE Z PODGLĄDACZAMI
Uczciwa konkurencja polega na tym, aby każdy wykonawca przygotowywał swoją ofertę samodzielnie i nie miał możliwości podglądania ofert konkurencji. Wyraźnie wskazał na to TSUE w wyroku C 54/21, o czym szeroko pisałem w tekście „Tajemnica nad jawnością” Ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa ma kluczowe znaczenie dla zachowania zasady uczciwej konkurencji.
Polska praktyka udostępniania ofert konkurencji stanowi rażące naruszenie zasady uczciwej konkurencji. Inne firmy podglądają oferty nie tylko w celu weryfikacji poprawności oceny ofert dokonanej przez zamawiającego (a nie od tego są konkurenci, najbardziej stronniczy ze wszystkich potencjalnych kontrolujących, gdyż osobiście zainteresowani w podważaniu decyzji zamawiającego). Robią to również w celu implementacji zaoferowanych i najwyżej ocenionych przez zamawiającego rozwiązań w przyszłych zamówieniach. Widzieliśmy to kiedyś, gdy częściej były stosowane kryteria (zarówno oceny ofert, jak i selekcji) niewymierne bez należytej ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa. Obecnie (od wielu lat) praktyka ta skutecznie zniechęciła najlepsze firmy do zamówień publicznych, co potępia TSUE w swoich wyrokach.
Nie mam wątpliwości, że brak skutecznej ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa stanowi rażące naruszenie zasady uczciwej konkurencji. Nie wiem jednak jak to zmienić, wszak przepisy prawa, w tym orzeczenia TSUE stanowiące źródło prawa UE są jednoznaczne – a mimo to się w Polsce nie przyjęły.
CENY DUMPINGOWE
Oferowanie cen dumpingowych jest przejawem nieuczciwej konkurencji, o którym mowa w art. 15 ust. 1 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji: „czynem nieuczciwej konkurencji jest utrudnianie innym przedsiębiorcom dostępu do rynku, w szczególności przez: 1) sprzedaż towarów lub usług poniżej kosztów ich wytworzenia lub świadczenia albo ich odprzedaż poniżej kosztów zakupu w celu eliminacji innych przedsiębiorców”.
Ceny dumpingowe to jednak co innego niż rażąco niskie ceny, o których mowa w Pzp, a w szczególności w orzecznictwie. Jestem gorącym przeciwnikiem przymusu badania rażąco niskich cen, a w szczególności definicji rnc jako 30% niższej od średniej lub budżetu. Uważam, że należy skreślić art. 224 ust. 2 Pzp i poprzestać na zwalczaniu cen dumpingowych (jak to dawniej było).
UCZCIWE UMOWY
Przez lata panował pogląd, że PPU nie mogą naruszać zasad równego traktowania i uczciwej konkurencji, gdyż dla wszystkich są takie same. Niezależnie od tego kto uzyska zamówienie, będzie musiał realizować je na tych samych zasadach. To jednak duże uproszczenie.
Była już mowa o tym, że słabe firmy nie dokonują analizy ryzyka i nie uwzględniają ryzyka w cenach swoich ofert (jakoś to będzie), co skutkuje niemożnością uzyskania zamówienia przez wiarygodnych wykonawców (zawsze są drożsi). Jest to szczególnie ważne w zakresie postanowień umowy (słabe firmy potrafią nie zajrzeć do PPU przed złożeniem ofert, a nawet przed zawarciem umowy).
Im więcej ryzyk przypisanych wykonawcom, tym większe rozbieżności między cenami ofert partaczy i wiarygodnych firm. Zamawiający chcąc zagwarantować uczciwą konkurencję powinien dążyć do nie przerzucania nadmiernego ryzyka na wykonawców, aby nie prowokować sytuacji, w której istotną częścią ceny rzetelnych wykonawców będzie premia/marża za ryzyko.
To tylko kilka nieuczesanych myśli. Przydałaby się jakaś poważna publikacja o zasadzie uczciwej konkurencji (jeśli ktoś zna taką, proszę o info).